Amouage Opus VII – bibliotecznie

Komu z Was pozostał szlachetny, wyrobiony w czasach wczesnoszkolnych nawyk poznawania/absorpcji wiedzy poprzez czytanie książek? W dobie Wikipedii, YouTube, telewizji w urządzeniach przenośnych, pozyskiwanie informacji stało się niezwykle szybkie i dziecinnie łatwe. Czy drukowana (namacalna) forma przekazu bezpowrotnie odeszła do lamusa? Dziś wystarczy kliknąć, wygooglować, obejrzeć online i zadany referat z mikroekonomii, streszczenie/opis lektury, wiadomości o zaludnieniu Afryki nie są nam już obce… Standardem stało się serwowanie społeczeństwu błyskawicznych, okrojonych (zawierających jedynie istotę sprawy) tzw. shortów. Dwa-trzy zdania, krótka relacja video i to wszystko. Jeszcze 10 lat temu, aby dowiedzieć się czegoś o budowie elektromagnesu, człowiek zmuszony był odbyć „wielce niebezpieczną” podróż do pobliskiej biblioteki. Dobrze pamiętam te miejsca – sympatyczne starsze panie, nieprzebrane alejki rzadko odkurzanych regałów, wydzielony kącik czytelniczy… /ehh na samą myśl o tym, łza się w oku kręci/ Co dodatkowo wyniosłem z tamtych placówek? Poza walorami dydaktycznymi (połknięcie bakcyla poznawania/poszerzania wiedzy) w pamięci utkwił mi jeszcze specyficzny (panujący tam) zapach. Duszne, lekko zatęchłe, staro-drewniane powietrze. Takich rzeczy się nie zapomina, to wspomnienie towarzyszyć będzie do końca… Mój kolejny długi monolog prowadzi oczywiście do jakiegoś konsensusu – prezentacji zapachowej. Ogromnym faux pas byłoby w tym momencie nie napomknięcie o marce Amouage. Brand, który wypuścił na rynek całą serię limitowanych aromatów pod wspólną nazwą – Kolekcja Biblioteczna. „Pod nóż” wezmę najświeższe, jeszcze gorące (ubiegłoroczna premiera) siódme dzieło – Opus VII. Przewodnikiem duchowym w tej części są żywice. Podróż po księgozbiorach rozpoczynamy z Oud`em (mocnym, dumnym, wyniosłym), któremu towarzyszą: skóra oraz olejek cypriolowy. Już pierwsze wrażenie, umacnia mnie w przekonaniu, że to zdecydowanie mój klimat! Kolejne (równie sugestywne) kroki kierujemy w stronę słodko-przyprawowego bogactwa. Super eleganckie, rasowe zestawienie (kardamon, gałka muszkatołowa, różowy pieprz) podtrzymuje mój początkowy entuzjazm. Ewidentnie postawiono tu na rozgłos/splendor, całość aż krzyczy - jestem najlepszy, sprawdź mnie! Zejście to powtórka z rozrywki – ponownie (tym razem rozważniejsza/taktowna) kalafonia (olibanum+galbanum) wzbogacone egzotycznym sandałowym drewnem. Tak zsynchronizowany treściwy zestaw towarzyszy nam 12-ście i więcej godzin (nie wiem- straciłem rachubę-zmęczony byłem-musiałem odpocząć ;)). Ekspresją/mocą kompozycji można by obdzielić co najmniej jeszcze dwa średniej klasy EDT a i tak Opus VII byłby doniosły… Podsumowanie – módlcie się wraz ze mną o powrót srogiej zimy, bo to jedyny (odpowiedni) okres do testowania/”noszenia”/aplikacji tego pachnidła. Aha – biegiem marsz do Waszych (lokalnych) bibliotek! ;) /podobieństwa Nasomatto Black Afgano, LM Parfums Black Oud/

Nos: Alberto Morillas oraz Pierre Negrin 

Wprowadzono na rynek: 2013

Nuty zapachowe:  

 

Amouage Opus VII – bibliotecznie (72.50%) 4 votes

Jedna odpowiedź na „“Amouage Opus VII – bibliotecznie””

  1. Duende pisze:

    Nie jestem fanką „serii” Amouage, mimo swojego uwielbienia do kadzidła. Zawsze jednak był/ właśnie „był”/ jakiś składnik, z którym nie zawsze było mi po drodze… Fakt, że po kilku nieudanych próbach, zaprzestałam kolejnego testowania tego „luksusu”, aż w końcu, zachęcona przez Znawcę w tej dziedzinie, uległam… i nie żałuję :)
    Otwarcie Amouage Opus VII to eksplozja… eksplozja różnorodności, mocy i „charakteru”. I tę fazę chyba polubiłam najbardziej. Potem już nie jest tak ekspresyjnie, ale nadal bardzo ciekawie, elegancko, kadzidlano-dymnie… Zapach bardzo trwały i zdecydowanie rekomendowany na mroźną zimę.
    Podobieństwo do LM Parfums Black Oud ? Jak najbardziej, szczególnie w późniejszej fazie.
    Podsumowując: szczęśliwa siódemka – siódme dzieło – siódme niebo :)

Dodaj komentarz