Armani Prive Bois d`Encens – kadzidło

Jak opisać coś, czego nie można objąć rozumem? Czy istnieje możliwość dokonania dogłębnej analizy ludzkiego istnienia? W końcu – kto jest sprawcą tego całego zamieszania? Wg odgórnych zapewnień – „zostaliśmy stworzeni na wzór i podobieństwo najwyższego” a nasza ziemska egzystencja to jedynie preludium przed szerszą duchowością. Inicjatorem tego bałaganu jest Ojciec przedwieczny. Bóg, Jahwe, Allah, Budda – to tylko semantyka, każdy ma na myśli swego „wszechmocnego/nieśmiertelnego” w dogmacie, którego został wychowany/przyjął jego wierzenia. Dlaczego o tym mówię – dowiecie się w dalszej części wystąpienia. Wspólnym mianownikiem wszystkich znanych mi (monoteistycznych) religii jest aspekt oddawania czci „stwórcy” – mam tu na myśli mszę świętą, nabożeństwo, celebrację. Nieodłączną częścią każdego zgromadzenia (bez względu na deklarowaną wiarę) są /często do siebie zbliżone/ obrzędy, rytuały. Najciekawszy (z punktu widzenia perfumiarza) jest bez wątpienia obrządek okadzania kościoła/cerkwi/synagogi. Substancje zapachowe wydzielane podczas spalania za każdym razem, mile świdrują moje powonienie. Przez dłuższy czas zastanawiałem się, czy w szeroko rozumianej perfumerii, znajdę „coś” podobnego? Czytałem, szukałem, googlowałem aż w końcu znalazłem. Dla wielu niedoścignionym wzorem absolutnego/”świętego” kadzidła jest Armani Prive Bois d`Encens. Minimalizm w składzie, przepych w odbiorze. Od początku – testowane EDP to hołd złożony bogactwu przypraw. Pierwszeństwo/ piedestał zarezerwowany jest dla dymu. Panem i władcą tych „włości” jest bogata, zamorska (Somalijska) palona żywica. Dużą atencją potraktowano tutaj również pieprz, który występuje we wszystkich odmianach w maksymalnych ilościach. Nie ukrywam, że taka (przyprawowo-kadzidlana) baza niezwykle mi odpowiada. Zwieńczeniem bukietu jest azjatycka trawa /wetyweria/ oraz cedr. Jeżeli miałbym opisać kompozycję to przywodzi mi ona na myśl stary, okopcony, drewniany kościół/kaplicę (alternatywa to Indie i tamtejszy rynek przyprawowy). Bois d`Encens jest niezwykle ciepły (choć z początku charakterny), suchy, niezmiernie patetyczny/wyniosły. Nad wyraz wybiórczy – nie każdemu przypadnie on do gustu (sugeruję daleko idącą cierpliwość). Trudny, niszowy, niespotykany – indywidualiści, introwertycy /jako docelowi odbiorcy/ są tu mile widziani. Zajmijmy się teraz kwestiami technicznymi. Trwałość aromatu nie powala, podobnie jak moc – woń ukierunkowana na nosiciela i jego najbliższego otoczenie, osoby z dalszego „kręgu wiary” obejdą się co najwyżej smakiem… Reasumując – czystość, cnota, dziewictwo to cechy szczególnie pożądane u (obecnej) grzecznej nastolatki. Hermetyczność, autyzm, nieprzystępność to natomiast atrybuty niewskazane w świecie perfum. Charakteryzowany Armani Prive jest jak urodziwa jedynaczka z bogatego domu (lekko zadufana, marudna flądra). Każdy chciał z nią „chodzić”, ale nie każdy ma ochotę dzielić resztę życia… ;)  

Nos: Michel Almairac

Wprowadzono na rynek: 2004

Nuty zapachowe:

 

Armani Prive Bois d`Encens – kadzidło (100.00%) 1 vote

Jedna odpowiedź na „“Armani Prive Bois d`Encens – kadzidło””

  1. Duende pisze:

    W pierwszych słowach komentarza nasuwa mi się jedno słowo – pasja. W powyższym kontekście pasja może mieć dwa, a nawet trzy znaczenia…
    Zapach ten, zanim go poznałam, już kojarzył mi się z pasją… Duży ładunek niepotrzebnych/negatywnych emocji, rozczarowanie, zwątpienie, a zarazem złość i tzw. „szewska pasja”. „Nuta głowy”, czyli tzw. „otwarcie” – zbyt intensywne!
    W fazie drugiej, czyli nucie serca dominuje już nieco wyciszone i nie tak emocjonalne, ale nadal kadzidło. Ja nie mam aż tak uduchowionych „boskich” skojarzeń, ale mimo wszystko nadal jest to coś mistycznego, jedynego w swoim rodzaju, nacechowanego Pasją przez duże P. Nie sposób odmówić talentu i s-twórcy zapachu i opisu. Zapach jest mocny i zdecydowany, zupełnie nie pasuje do delikatnej koronki. W tej materii możemy mieć raczej skojarzenia z „koronkową robotą”. Tylko skąd akurat koronka przyszła mi do głowy? Hmm…
    Nuta bazy, to nadal kadzidło. To jak długo utrzymuje się na skórze, tak naprawdę zależy od cech osobniczych „nosiciela”. Oby nie był to trzeci rodzaj pasji, czyli cierpienie i męka :) W moim przypadku jest to przyjemność… Przyjemność z możliwości obcowania i zakumplowania się z tym zapachem. Noszenia czegoś, co jest unikatowe, czasem niezrozumiałe dla otoczenia, trochę snobistyczne. To coś, co zdecydowanie pozwala wyróżnić się z tłumu bez względu na wyznanie, charakter pracy, płeć, czy odmienne postrzeganie świata i ludzi. Można by rzec „olfaktoryczny ideał”, gdyby nie to, że „ulatnia się z taką szybkością, jak wszystko to, na co czekaliśmy zbyt długo…”.

Dodaj komentarz