Armani Prive Cuir Noir – bo skóra jest sztuką

Wiele osób na łamach tego bloga/prywatnych korespondencji pyta mnie o zapachowe słabości – uspokajam, lodowatym recenzentem- bezdusznym robotem nie jestem i podobnie jak każdy „szanujący” się perfumowy maniak takowe posiadam ;) Powiem więcej – jest na rynku linia zapachowa, która od dawien, dawna przyprawia nie tylko mnie o szybsze bicie serca – mam tu oczywiście na myśli serię wód perfumowanych z prywatnej kolekcji Giorgio Armani.  Każdy kolejny zaprezentowany szerzej odór tej serii w mig znajduje wierną rzeszę wyznawców. Czy inaczej będzie z opisywanym dziś Cuir Noir, o tym dowiecie się w dalszej części opisu. Zacznijmy jednak od symetrii – punktów. Cechą wspólną  wszystkich „limitowanek” włoskiego kreatora mody jest niezaprzeczalne bogactwo składników. Z biegiem lat, po przerobieniu dziesiątek jeżeli nie setek zapachów – uwierzcie mi, różnica w odbiorze zapachu ( jego poszczególnych składników) jest mocno wyczuwalna. Jeżeli Armani bierze na warsztat „czarną skórę” to zaręczam swoim db imieniem, że odbiorca otrzyma najwierniej oddaną woń orientalnego (seria wód o złotych zatyczkach inspirowana jest baśniami 1000 i 1 nocy) ciemnego naskórka. Jak to się ma w szczegółach? Kompozycja (na skórze nosiciela) budzi się do życia  oudem. W zasadzie pierwsze 15 minut czuję tu wyłącznie najdroższą aromatyczną żywicę świata. Ciemny, smolisty klimat cieszy szczególnie gdy w jego najbliższym otoczeniu pojawia się dodatkowo słodycz wanilii oraz tytułowa skóra. Tą chwilę zatrzymałbym w czasie, tylko dla siebie zamknąłbym „ją” w osobnej fiolce na zawsze !!! Dodam, że nie przeszkadza mi tu nawet dewastujący wszystko cukier (tak kompozycja jest zdrowo przesłodzona), gdyż pierwsze fatalne ;P zauroczenie nie pozwala mi się już od niej uwolnić… Zapytacie jak w tym wszystkim odnajduje się tytułowy „naskórek”? Odpowiadam – bardzo dobrze! Rola zdominowanego/przytłoczonego wcale mu nie przeszkadza! Skóra, która towarzyszy nam niemal od zarania, po prostu wyszukuje swoje zgrabne miejsce w szyku i trzyma się jego aż do końca. Sam aromat określiłbym jako bliżej nieokreślony płciowo, nad wyraz udany unisex – pasujący niemal każdemu (spora uniwersalność). Słodko, dymnie, erotycznie (cieleśnie) – te trzy przymiotniki (w w/w kolejności) najlepiej oddają charakter tego odoru. Mocno wyczuwalna po ~3 godzinach róża + gwajakowiec zauważalnie zmieniają mentalność tego EDP na bardziej wytrawną – rasową. Doszukuję się w tym momencie sporej analogii do stronniczo – sfeminizowanej Rose d`Arabie. Uspokajam – to jedyny uwidoczniony wspólny „mianownik” obu pachnideł, po prostu (tak przynajmniej sądzę) starano się (skutecznie) zachować dostrzegalnego ducha kolekcji (des Mille et une Nuits)… Trust me – sprawne posługiwanie się proporcjami rzekomo „identycznych” składników potrafi wprawić w osłupienie nawet największych olfaktorycznych znawców! Wracając do naszego badanego – całość długo i niewzruszenie przygasza na skórze, ciepłą benzoesową skórą. Technikalia. Bukiet określiłbym jako oszczędny (wręcz spartański) w kontekście projekcji zapachowej – o ile do 10 godzinnej trwałości zarzutów mieć większych nie mogę, to już intensywność z jaką woń promieniuje na naszej skórze wzbudza co najmniej mieszane uczucia. Kompozycja należy do gamy perfum silnie zakamuflowanych – bliskoskórnych. EDP zbytnio nie zabiega o naszą atencję, to my nosiciele/poplecznicy mimowolnie wręcz instynktownie szukamy szans do ponownego „spotkania”. Sześć godzin (od chwili aplikacji) to magiczny okres, po którym aby rozszyfrować Cuir Noir z szeregu innych ciepło-słodkich Prive`wów należy niemal na 1 cm zbliżyć nos do „wypsikanego” miejsca. Trochę szkoda…Dlatego (dobra rada dla wszystkich entuzjastów bezdyskusyjnej zapachowej aktywności) nie oszczędzajmy na porządnym rozpyleniu cieczy – niech ta zima stoi pod znakiem sporej wyszukano-skórzanej rozpoznawalności! Na koniec jeszcze osobisty wybieg – gdybym mógł spersonifikować ten zapach do roli tajemniczej, pełnej ciepła-zrozumienia, ale i wyszukanego charakteru kobiety, to z pełną premedytacją śmiem twierdzić, że z taką babeczką chciałbym spędzić resztę życia… ;) Gorąco polecam!

Nos: Nathalie Lorson

Wprowadzono na rynek: 2011

Nuty zapachowe:

Armani Prive Cuir Noir – bo skóra jest sztuką (10.00%) 1 vote

2 odpowiedzi na „“Armani Prive Cuir Noir – bo skóra jest sztuką””

  1. Igor pisze:

    Można gdzieś znaleźć ten zapach? Chętnie bym go spróbował.

Dodaj komentarz