Carbone de Balmain – arystokrata

Na wstępie musze napisać, że od ~3 lat poluje (bezskutecznie) na pełnowymiarowy flakon tego EDT – po prostu mam inne priorytety… ;)
Recenzja na podstawie próbek (chyba trzech) dostarczonych przez znajomych (z perfuforum). Ciężko w dwóch słowach scharakteryzować ten aromat – określiłbym jako przebogatą/arystokratyczną słodko-dymną kompozycję. Początek to czarna figa – nieprzejednana, apodyktyczna, mdła. Za ogoniasty klimat odpowiada tu palona żywica w całość zgrabnie wkomponowana zostały kwiaty: bluszcz & fiołek oraz pieprz Bourbon. Carbone de Balmain jest wonią wobec, której nie da się przejść obojętnie – całość świetnie sprawdzi się zimą/późną jesienią (jak dla mnie to idealny zapach na nocną eskapadę – otulony męski nosiciel skutecznie zmiękczy kobiece serca). Woda zbiera maksymalnie wysokie oceny zarówno wśród panów jak i pań – jak dla mnie to bardzo zgrabny unisex (wyraźna więź z Idole de Lubin).
Reasumując – za kwotę ~200 zł/100ml otrzymujemy produkt, który: przysporzy nam wielu przyjaciół wśród płci pięknej, zjawiskowo ogrzeje zimą, skutecznie pozostanie na skórze przez 7 godzin od momentu aplikacji, zapadnie w pamięci na długie lata…
Jakżeby inaczej – znak jakości od celtika!

Nos: Nathalie Lorson

Wprowadzono na rynek: 2010

Nuty zapachowe:

 

Carbone de Balmain – arystokrata (85.00%) 6 votes

2 odpowiedzi na „“Carbone de Balmain – arystokrata””

  1. Duende pisze:

    Butelka – prosta, „męska”, klasyczna. Zapach dymny, słodko-pieprzny, pociągający i zmysłowy, z ”pazurem”… Właśnie tak go czuję na swojej skórze. „Ulotny”, ale ten aspekt nadaje zapachowi magii i dziwnego nienasycenia, chęci ponownej aplikacji i poczucia go „na nowo”…
    Zbyt późne odkrycie wczesnej wiosny :)

  2. czasami mniej (w składzie), krócej (na skórze) nie oznacza gorzej… Podzielam Twoje zdanie – bukiet absolutnie sensualny, intrygujący, pobudzający :)

Dodaj komentarz