Nasomatto Black Afgano – haszysz

Mój najnowszy zakup – woda z kolekcji Narcotechno (tematem przewodnim jest tu haszysz), ale od początku.
Opakowanie/flakon – pudełko pełni tu funkcję ekskluzywnego etui, z „wyżłobionymi” miejscami na flakon oraz dodatkowy korek (podróżna zatyczka na atomizer). Butelka o pojemności 30 ml (śmieszna, kanciasta, dodatkowo drewniany „węgielek” jako zatyczka).
Z ciekawostek – wyprodukowano 20 sztuk flakonów tej wody o pojemności 2000 ml (cena takiego cuda – 6tys$)
Start- otwarcie dymne, drzewne, oud`owe, żywiczne – mocno przypomina mi „starego” M7 (nieokrzesanego męskiego drania siejącego postrach wśród niewieścich serc…)
Całość niezwykle mocna/sugestywna, narzucająca się, charakterna, pozbawiona litości.
Parametry – trwałość (jak na ekstrakt czystych perfum) oceniam na średnią 7-8h osiągane jest bezproblemowo. Moc jest – nie można przejść obojętnie wobec tak agresywnej woni. Otoczenie może czuć się zagrożone przez pierwsze 3 godziny od momentu aplikacji.
Przeznaczenie – zima, chłodne jesienne wieczory, wczesna wiosna, lato – pozycja dla samobójców!
Odbiorca – czytam, że to zgrabny unisex (zgrabny jest, ale nie oszukujmy się drogie Panie to męska woń – tyle w tym temacie mam do powiedzenia).
Podsumowanie – bardzo ciekawy ekstrakt, czy wart swoich pieniędzy (nie odpowiem na to pytanie;), mój subiektywny odbiór jest na wskroś pozytywny (podoba mi nieszablonowość, charakter, bezkompromisowość tej produkcji).
Naganiam do testów!

Nos: Alessandro Gualtieri

Wprowadzono na rynek: 2009

Nuty zapachowe:

 

Nasomatto Black Afgano – haszysz (86.67%) 12 votes

4 odpowiedzi na „“Nasomatto Black Afgano – haszysz””

  1. Gambit pisze:

    Zgadzam się z większością, choć wydaje mi się że na mnie trzyma nieco dłużej, ok 10 godz. – takie mam wrażenie, choć raczej nigdy z zegarkiem nie mierzyłem ;)
    Ja ogólnie kocham ten zapach, trafia w me gusta całkowicie. I dodam, że wypróbowałem go przypadkiem, zanim trafiła do mnie ta marketingowa otoczka, więc można powiedzieć że nie zostałem nakrecony przez panujace legendy i fantazje ludzi. Po prostu pasuje mi ten zapach i raczej nie dyskutuję ze sceptykami…

  2. maruz pisze:

    Zapach jak dla mnie zdecydowanie przereklamowany, choć uroku i parametrów użytkowych zarzucić mu nie mogę. Ciekawe, gdzie w nim czuć haszysz? Wg mnie jest tylko jego namiastka, z pewnością to nie zapach palonego haszyszu lecz jego plasteliny. Uwielbiam jego kremowo – orzechową otoczkę.
    Marketing wyniósł ten zapach na piedestały, czy słusznie?
    Według mnie nie, choć warty testów. Cena mega kosmos, skutecznie odstrasza.
    Obecnie mam jeszcze kilka kropel perfum, polecam również zapoznać się z jego odpowiednikiem (a la podróbką) Generic Oil. Pachną identycznie, przy zbliżonej trwałości i projekcji, zachowana nawet została ta maślana konsystencja.

  3. Jan pisze:

    maruz – nie od dziś wiadomo, że reklama jest dźwignią handlu… Producent słusznie stwierdził, że nic tak nie porwie klienteli jak haszysz w składzie perfum. Fama o nietuzinkowej/ekspresyjnej kompozycji rozchodzi po sieci jak ciepłe pieczywo w piekarni. Ciekawość to wszak pierwszy stopień do piekła (także zapachowego :))

  4. Kamilla pisze:

    Mało mężczyzn w moim mieście, jeszcze mniej pachnących tajemnicą. Żyję na końcu świata, przemieszczam się autobusem. Woń to coś, co mną targa. Pan Jan na złotej linii napisał, że szuka chętnych kobiet do rozbiórki… perfum. Jak Jan robi rozbiórkę perfum? Nie uczestniczę w spotkaniach ludzi, których stać na dobry zapach. Testuję na sobie próbki. Dobrze kończy się Brosseau Brun i Durbano Heliotrope (nabyłam dla siebie, ale są to zapachy dla mężczyzn – ranek weryfikuje). Co człowiek, to emocje, co zapach to skóra przyjmująca.

Dodaj komentarz