Clive Christian C for Men – smell of hell
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Czy zastanawialiście się kiedyś jak może wyglądać życie po śmierci? Co dzieje się z ludzką duszą po zakończeniu ziemskiej egzystencji? Gdzie trafi osoba „prawa i sprawiedliwa” 😉 a dokąd uda się niegodziwiec i łotr? Jeżeli wierzyć katolickiemu dogmatowi czekają nas (grzeszników) trzy opcje – piekło, niebo oraz czyściec. Dwa ostatnie warianty zostawmy sobie na inny termin, dziś zajmijmy się zdecydowanie najciekawszą „drogą”… Jak opisać hades/hell/inferno (wg Dantego Alighieri dzielące się na 9 kręgów piekło to miejsce dla dusz ciepiących straszliwe/niewyobrażalne męki) Warto wierzyć średniowiecznemu poecie? Współczesna wizja „czeluści zła” to mroczna sfera, pełna ludzkiego bólu, ognia i smoły. Trafiają tu najgorsi, najokrutniejsi zwyrodnialcy, grrrr… Zapytacie jak to się ma do czystego/anielskiego zapachowego półświatka? Uważam, że w naturze wszystko ma swoje przeciwieństwo (drugą tożsamość). Głęboko skrywana, gorsza/podlejsza odmiana (ja) – podobnie jest z perfumami. Mój najnowszy (pełnowymiarowy) zakup – Clive Christian C for Men. Demon, czart, bies, wilk w owczej skórze… Niepozorny, czerwony, designerski flakon skrywa czyste zło. Bukiet jest niezwykle bogaty, wysmakowany. W otwarciu dominuje agar (w zasadzie czuję samą żywicę w wielu odmianach). W dalszej kolejności – owoce (truskawka, cytrusy) + balsamiczna słodycz w postaci bobu tonka, wanilii czy kardamonu. Nie zapomniano o fanach przyprawowo-drzewnych klimatów. Co więcej w kompozycji, na którą przyszło czekać fanom twórczości angielskiego kreatora całe 10 lat, wyraźnie wyczuwa się także posmak skóry oraz tytoniu! Producent zapewnia, że przy aranżowaniu finalnego kształtu perfum użyto ponad 30 składników!!! Ja czuję tu niemal wszystko (co do tej pory poznałem) w ilości full!!! Kontrastowość, nieszablonowość, kontrowersyjność – te słowa najlepiej oddają charakter pachnidła. Takiego dymu, ognia powstydziłby się niejeden pożar… 😉 Woń rozwija się dość linearnie (żar towarzyszy nam bite 10 godzin). Dopiero drydown przynosi ulgę – pozbawione dymu nuty owocowo-kwiatowe rozjaśniają nam nieco wizję odrodzenia (perfumowego czyśćca). Czerwony Clive utrzymuje się na skórze cały „Boży” dzień – nie potrzeba wwąchiwać się w nadgarstek, piekło jest wszędzie… Moc – dajcie mi już „święty” spokój… Komu dedykowany jest C for Men? Zdegenerowany, zepsuty, królewsko bogaty, „rogaty” typ. „Lasciante ogni speranza, voi ch`entrate”/podobieństwa – Dior Fahrenheit vintage, Nasomatto Black Afgano, Amouage Fate Man, Tom Ford Tuscan Leather/

Nos: Geza Schoen

Wprowadzono na rynek: 2010