Robert Piguet Douglas Hannant – madame
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Zakładając tego bloga zarzekałem się, że w swoich wywodach (opisach) skupię się tylko i wyłącznie na stricte męskich produktach. Sugestie starych jak i nowych znajomych z czasem wymusiły na mnie, również bliższe zapoznanie się z ofertą uniwersalnych (unisexowych) pachnideł. Dziś ku swojemu ogromnemu zaskoczeniu/zmieszaniu „mierzę” się z kompozycją dedykowaną wyłącznie paniom – widać, że aby dotrzeć do jak najszerszego targetu, muszę (równomiernie) zadowalać wszystkich;) Czy moje starania (na dziewiczej kobiecej „ziemi”) okażą się owocne, ocenicie sami…W przeddzień Świąt Wielkiej Nocy, zdecydowałem się na test wody perfumowanej Robert Piguet Douglas Hannant. Wielu spyta – czemu? Odpowiadam – w wyniku burzliwego losowania, właśnie  dekant z tym zapachem wysforował się na czoło recenzowanej stawki 😉 Na co możemy, zatem liczyć po otwarciu aromatycznego „zwycięzcy”? Już na progu wita nas klimat żywcem wyjęty z teatru, opery, przedstawienia scenicznego. Czuję puder, szminkę, woń różu do modelowania twarzy, tani lakier do włosów, a w największym zaokrągleniu składowe elementy wyposażenia każdej damskiej toaletki. Winowajcą tego kosmetycznego ambarasu jest tuberoza – roślina z rodziny agawowatych, legitymująca się specyficznym sztuczno-”upiększającym” zapachem. Nuta tej byliny to najjaśniejszy i centralny punkt tego „spektaklu”. Co poza tym? Wyróżniam (głównie owoce) bardzo czytelną, rodzimą ogrodową konferencję (gruszę), egzotyczno-duszną pomarańczę, oraz ciepło-uspokajający niuans kwiatu jaśminu. Prywatnie – mdli mnie taka konstrukcja bukietu. Jest zbyt słodko, przesadnie duszno, nader monotonnie (monotematycznie). W moim odczuciu zapach stylizowany na lata 20&30-ste ubiegłego wieku, przez przekombinowanie stał się kompletnym olfaktorycznym niewypałem! Owszem dysponuje „on” sporą mocą/emanuje niespożytą siłą/wyraźnie zaznacza się na tle konkurencji, ale we wszystkich tych aspektach grubo ponad granicę dobrego smaku! Trudno jest mi wyobrazić sobie docelowego odbiorcę tego EDP – zamykam oczy, silę się i nie widzę żadnego potencjalnego nosiciela… 😉 Być może białogłowa ceniąca teatr, lubująca się w woni syntetyczności (sztuczności), osóbka która z sentymentem wraca do mody w stylu retro, może fanka tuberozy w perfumach znajdzie tu coś dla siebie…jednak sam (po chwili gruntownego zastanowienia) zaczynam w to wątpić 😉 Zdecydowanie nie polecam!

Nos: Aurelien Guichard

Wprowadzono na rynek: 2011