Bvlgari Man Extreme – kaktus

Niepostrzeżenie (w połowie lutego) wdziera się do Polski niezapowiedziana wiosna. Zdecydowanie przedwcześnie i bezpardonowo. Zadowolony jest ten, kto zdążył „zaliczyć” śnieg w popularnym kurorcie (ja tej przyjemności niestety nie uświadczyłem- stąd moje malkontenctwo…) Nowy sezon to nowe oczekiwania. W głębokie zakamarki szaf lądują ciepłe kurtki, buty. Niedługo podobny los czeka również „perfumy”. Wymiana kolekcji zimowej na wiosenną to proces konieczny (wręcz bezwarunkowy). Co zatem warto postawić na męskiej półce tej wiosny? Niespodziewanie natrafiłem na ubiegłoroczny wypust Bvlgari – Man Extreme. Według producentów EDT ma odzwierciedlać siłę i energię „wiecznego miasta – Rzymu”. Jak to jednak wygląda w rzeczywistości? Pierwszą rzeczą, na którą zwracamy uwagę to elegancki, srebrny mocarny wręcz flakon (setka /wagowo/ zdecydowanie należy do wagi ciężkiej). Inicjalna aplikacja Man Extreme nie pozostawia złudzeń – widoczne za oknami wiosenno-letnie przebudzenie rozgrywa się teraz, także w naszym systemie węchowym… Otwarcie kompozycji jest słodko-kwaśne (cytrynę+bergamotę dzielnie wspiera sok kaktusowy). Z czasem aromat ewoluuje (powiedziałbym nawet, że dorośleje). Do gry „wchodzą”: stricte męska (nie chłopięca) wetyweria + nuty balsamiczno-drzewne. Nie dajcie się zwieźć pierwszemu wrażeniu – bukiet przeznaczony jest także dla starszych odbiorców. 12-sto godzinna trwałość, przy oszałamiającej (jak na wodę toaletową) mocy z pewnością znajdzie swoich amatorów. Podsumowanie – klasyczne, męskie pachnidło, choć anatomicznie proste to mile wibruje (kręci w nosie) pozostawia po sobie dobre odczucia. 

Nos: Alberto Morillas  

Wprowadzono na rynek: 2013

Nuty zapachowe:

 

Bvlgari Man Extreme – kaktus (80.00%) 2 votes

Dodaj komentarz