Creed Himalaya – ośmiotysięcznik

Pierwszy pełnowymiarowy Creed w moich zbiorach – dodam, że oczekiwania wobec tego zapachu miałem bardzo duże… Początek – otwarcie nad wyraz syntetyczne (sztuczne) nie powiem ciekawe (twórca jak domniemam chciał za wszelką ceną oddać klimat/charakter najwyższych gór świata, ale kombinacja wszelkiej maści cytrusów i sandałowca średnio mnie przekonuje…) Po niedługim okresie przychodzi druga (bardziej naturalna faza) drzewno-zwierzęca (trzeba tu nadmienić, że ambra + piżmo świetnie współgrają z cedrem), te nuty towarzyszą nosicielowi do samego końca (zejścia zapachu – dry down`u). Stylizowany flakon, charakterystyczny dla wyrobów tej marki (na uwagę zasługuje tu świetnie przemyślany sposób „przekazywania” aromatu – w zależności od siły nacisku na atomizer, dozujemy niewielkie lub całkiem pokaźne chmury zapachowe). Odbiorca to facet grubo po 30-stce, powiedziałbym wręcz w „kwiecie wieku”. Trwałość oraz moc tej wody perfumowanej jest kolosalna (spokojnie przez 10-12 godzin – wyczuwalna nie tylko przez „użytkownika”, ale i otoczenie). Czy polecam? Zdecydowanie tak, ale warunkami są: zasobny portfel, oraz wiek powyżej 30 lat…

Nos: Olivier Creed (szóste pokolenie) oraz Erwin Creed (siódme pokolenie)

Wprowadzono na rynek: 2002

Nuty zapachowe:

 

Creed Himalaya – ośmiotysięcznik (58.00%) 5 votes

Jedna odpowiedź na „“Creed Himalaya – ośmiotysięcznik””

  1. hubi87 pisze:

    Rzeczywiście wręcz podręcznikowo ewoluuje na skórze!
    Detergentowe molekuły (głównie hesperydy) świetnie egzekwują efekt chłodu. W drugie fazie następuje ciekawe ocieplenie sandałowcem. W moim rejtingu najlepszy Creed.

Dodaj komentarz